Kliknij tutaj --> 🎯 jak się usamodzielnić w wieku 18 lat

Mianowicie bycie małoletnim wpływa na zakres zdolności do czynności prawnych. Ograniczoną zdolność do czynności prawnych mają osoby małoletnie, które ukończyły 13 lat, lecz nie są pełnoletnie, zaś brak zdolności do czynności prawnych dotyczy dzieci w wieku poniżej 13 lat. REKLAMA. Od powyższego istnieją jednak pewne wyjątki. Uczymy się je szanować i kontrolować budżet oraz płacić rachunki. Po drugie nabywamy takie cenne umiejętności jak gotowanie i sprzątanie. Nade wszystko zmieniają się nasze relacje z rodzicami. Przestają być dla nas nadopiekuńczymi mentorami, a stają się partnerami do rozmowy jak dorosły z dorosłym. W momencie spłaty ostatniej raty jednak wiek kredytobiorcy nie powinien przekraczać 80 lat. O to, do jakiego wieku można wziąć kredyt ratalny w danym miejscu, najlepiej dopytać u źródła. Wiek kredytobiorcy w bankach – jak się prezentuje? Zastanawiasz się, do jakiego wieku dają kredyt w poszczególnych bankach? Hemoroidy w młodym wieku, u nastolatków, w wieku 16 czy 20 lat mogą wystąpić przez unikanie oddawania stolca w czasie, kiedy odczuwana jest potrzeba. Młodzież często przez niedogodne warunki w toaletach szkolnych wstrzymuje wypróżnienia. Częste powtarzanie się takich sytuacji może doprowadzić do nabawienia się hemoroidów. W dniu publikacji raportu z radia publicznego WNYC w Nowym Jorku popłynęła też inna, bardziej niepokojąca informacja: w ciągu ostatnich 50 lat zatrudnienie mężczyzn spadło o 7 pkt proc Rencontre Femme St Gilles Croix De Vie. Kaśka Borek To nie jest tak, że gdy dziecko skończy 18 lat, to automatycznie traci prawo do alimentów od rodzica. Bo prawo nie określa górnej granicy wieku dziecka, które jest uprawnione do takiego świadczenia. Wbrew temu, co sądzą czasami niektórzy Czytelnicy: gdy syn czy córka skończy 18 lat, nie traci automatycznie prawa do alimentów ze strony rodzica. Nie ma kryterium wiekuPrawo nie określa górnej granicy wieku dziecka uprawnionego do alimentów. Przyjmuje się, że syn czy córka ma prawo do finansowej pomocy rodzica, dopóki uczy się lub studiuje. Dziecko ma bowiem prawo zdobyć wykształcenie. A rodzice mają obowiązek, oczywiście w miarę swoich możliwości finansowych, zapewnić mu tę możliwość. To trzeba wiedziećAlimenty są dostosowane do: uzasadnionych potrzeb dziecka - w tym przypadku chęci kształcenia się oraz zdobycia jakiegoś tytułu zawodowego, orazmożliwości majątkowych i zarobkowych rodzica. Jeśli on dobrze zarabia, a pełnoletnie dziecko kontynuuje edukację, to ma pełne prawo dalej dostawać alimenty zasądzone od mamy czy taty. Od tej zasady są wyjątkiZgodnie z prawem dziecko jest uprawnione do alimentów do czasu usamodzielnienia się - chyba że dochody z jego majątku wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania. Kiedy możesz nie płacić, zgodnie z prawemRodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, wówczas jeżeli: są połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem (wysiłkiem finansowym);pełnoletni potomek nie dokłada starań, aby utrzymać się samodzielnie. Jak to wykazaćZgodnie z tym, co napisaliśmy powyżej: żeby skutecznie uchylić się od płacenia alimentów na pełnoletnie dziecko, musimy wykazać, że: płacąc alimenty, jako rodzie ponosimy uszczerbek finansowy, który powoduje, że ledwo sami jesteśmy w stanie się utrzymać;nasze dziecko nie stara się usamodzielnić. - To znaczy, na przykład, że zaniedbuje swoje studia, powtarza rok na uczelni z własnej winy albo ciągle zaczyna jakiś nowy kierunek i go nie kończy lub nie zdaje kolejnych egzaminów wyznaczonych w toku edukacji, lub tym podobne przypadki - tłumaczy adwokat Michał Wierzchowiecki, który konsultował nasz poradnik od strony prawnej. To warto wiedzieć, gdy mamy dorosłe dzieciOsoba dorosła (to znaczy pełnoletnie dziecko) może złożyć pozew o alimenty samodzielnie - wraz z uzasadnieniem swoich potrzeb finansowych i wykazaniem, w miarę możliwości, sytuacji finansowej pozwanego składa pozew w imieniu dziecka, które jest niepełnoletnie. Obniżenie alimentówMoże zmienić się także życiowa sytuacja osoby zobowiązanej do płacenia alimentów. Na przykład rozchoruje się czy straci pracę. Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, to możesz wystąpić do sądu z pozwem o zmianę wysokości alimentów. Czyli w tym przypadku o ich obniżenie. Kiedy można mówić o niedostatkuZgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym rodzice powinni zapewnić dziecku utrzymanie, dopóki ono samo nie jest w stanie o siebie zadbać (utrzymać się) - chyba że dochody z jego majątku wystarczają na pokrycie kosztów utrzymania i wychowania. Poza tym przypadkiem uprawniony do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w niedostatku. Niedostatek występuje wtedy, gdy nie może w pełni, własnymi siłami, z własnych środków zaspokoić swoich usprawiedliwionych potrzeb. Za znajdujące się w niedostatku należy więc uważać osoby, które nie mogą własnymi siłami zaspokoić usprawiedliwionych potrzeb - nie posiadają własnych środków w postaci wynagrodzenia za pracę, emerytury czy renty ani też dochodów z własnego majątku. Ponadto rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się. Przyjmuje się, że nawet jeśli dziecko jest pełnoletnie, ale uczy się lub studiuje, to nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać, dlatego nadal powinni robić to rodzice. Od tej zasady są wyjątki, które opisaliśmy szczegółowo, ale generalnie trzeba mieć to na uwadze. Kiedy alimenty płacą dziadkowieDziadkowie mogą zostać obciążeni alimentami na wnuka - gdy rodzic, który ma je płacić, nie żyje albo tego nie robi, bo np. nie ma dochodów. Wtedy pojawia się tzw. posiłkowy obowiązek dalszego krewnego, np. dziadków. W stosunkach między rodzicami a dziećmi wyłączona jest przesłanka niedostatku, uprawniająca do świadczeń alimentacyjnych. Nie trzeba wykazywać, że dziecko żyje w stanie niedostatku. Ta zasada nie działa w odniesieniu do dziadków! Skuteczność zgłoszonego roszczenia wobec nich jest uzależniona od stanu finansowego, w jakim znalazło się dziecko. Gdy ktoś nie daje na wychowanieUporczywe uchylanie się od wykonania ciążącego obowiązku opieki poprzez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej, a przez to narażenie jej na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, jest przestępstwem niealimentacji. Zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. Ściga się je, między innymi na wniosek pokrzywdzonego. Jeżeli pokrzywdzonemu przyznano odpowiednie świadczenie rodzinne albo pieniężne wypłacane w przypadku bezskuteczności egzekucji alimentów, wtedy ściganie odbywa się z urzędu. Pozew o alimenty do sądu rejonowegoPowstaje jednak pytanie: do jakiego sądu go skierować? Właściwym jest sąd rejonowy - niezależnie od wysokości alimentów - miejsca zamieszkania: uprawnionego do alimentów,osoby zobowiązanej do ich płacenia. W praktyce wygląda to tak: jeśli dziecko mieszka w jednym mieście a pozwany rodzic w drugim, można wybrać sąd. Ale jeśli oboje mieszkają w tej samej miejscowości, właściwym będzie właśnie tamtejszy sąd. Jeśli ktoś złoży pozew błędnie, zostanie przekazany do sądu właściwego. Uwaga! Inaczej jest jednak, jeśli chodzi o obniżenie alimentów. W takim przypadku sprawę należy skierować do sądu właściwego ze względu na miejsce zamieszkania pozwanego (wydziału rodzinnego sądu rejonowego, w okręgu którego zamieszkuje uprawniony do alimentów). Dlaczego dorośli chcą być adoptowani?W Polsce obowiązuje zakaz adopcji dorosłych, co jest jednym z wielu przejawów niewydolności rodzimego systemu adopcyjnego. Najlepiej obrazuje to przykład 22-letniej Magdy, która została porzucona przez biologicznych i adopcyjnych rodziców. I została zupełnie sama, bez pomocy adopcyjni unieważnili adopcję w sądzie, gdy dziewczyna uzyskała pełnoletność, co jest możliwe w polskim systemie prawnym. Gdyby żyła w innym kraju, nadal miałaby szansę na adopcję, która mogłaby być dla niej wybawieniem. Wszelkie próby nawiązania relacji z rodziną biologiczną nie przyniosły sukcesu. – Kiedy moje kuzynki zaspokoiły ciekawość, zobaczyły jak wyglądam i jaki mam głos, zerwały kontakt – podsumowuje za koszmaremMagda zaraz po urodzeniu trafiła do domu dziecka, bo matka ją porzuciła. W wieku pięciu lat została adoptowana przez małżeństwo z Wałbrzycha. Kiedy miała 10 lat, rodzice się rozwiedli. Matkę pozbawiono praw rodzicielskich, potem kobieta wyjechała do Warszawy. Magda została z ojcem, który, jak się później okazało, prowadził rozwiązły tryb życia, a do tego wykorzystywał ją seksualnie i bił. Dziewczyna dwadzieścia razy zmieniała mieszkania, uczyła się w jedenastu szkołach i miała osiem „mam”: kolejnych partnerek ojca. Teraz jest zdana na siebie. Nie ma kontaktu ani z rodziną biologiczną, ani adopcyjną.– Mieszkaliśmy w wielu miejscowościach, bo mój adopcyjny ojciec zmieniał kobiety jak rękawiczki – wspomina Magda. – Nigdy się publicznie nie przyznałam, że mnie molestował, ale ludzie wiedzieli, że się źle prowadzi, i donieśli do kuratorium. W ten sposób na jakiś czas trafiłam do Pogotowia Opiekuńczego w Opolu, a po 15 miesiącach do rodziny się w niej siedmioro dzieci. Szybko okazało się, że są bardzo źle traktowane. Dla Magdy zaczął się kolejny koszmar. Kiedy stamtąd odeszła, miała 18 lat, a dokładnie miała uzyskać pełnoletność następnego dnia.– Takie było życzenie zastępczej matki, która zrobiła to celowo, wiedząc, że już nie będzie otrzymywać pieniędzy od państwa na moje utrzymanie. No i tak zostałam pozostawiona na pastwę losu. Nikt mnie wcześniej nie poinformował, że mogę się starać o mieszkanie. Gdy się dowiedziałam, było za późno, bo wniosek trzeba złożyć z wyprzedzeniem. Kiedy znalazłam się na bruku i bez pieniędzy, pomogły mi siostry zakonne. W domu dziecka zaprzyjaźniłam się z siostrą zakonną, która sprawowała nade mną pieczę. Cały czas miałam z nią kontakt telefoniczny. Siostry udostępniły mi kwaterę w zgromadzeniu w Tarnowie Opolskim. Pomogły mi się usamodzielnić i odłożyć trochę pieniędzy – mówi dorosłych to temat trudny i szalenie skomplikowanyGdy dziewczyna przebywała w zgromadzeniu, spotkał ją kolejny cios. Dostała pismo dotyczące rozwiązania adopcji. Rodzice adopcyjni wnieśli pozew o jej unieważnienie. Sprawa sądowa odbyła się bardzo szybko.– Na sali rozpraw moi rodzice adopcyjni tłumaczyli, że już nie jestem ich córką, że ustały więzi. Musiałam powrócić do swojego pierwotnego nazwiska, został zmieniony również akt urodzenia. Kiedy wyszliśmy z sali rozpraw, usiadłam i zaczęłam płakać. I wtedy stało się coś, o czym do dziś nie mogę zapomnieć. Gośka, czyli moja matka adopcyjna, stanęła naprzeciwko mnie i powiedziała: „Nie płacz córeczko, kocham cię, masz mój numer telefonu i możesz zadzwonić”. Ona też zaczęła płakać i wyznała, że została nakłoniona do unieważnienia adopcji. Jak się później dowiedziałam, mój ojciec adopcyjny ją do tego zmusił. Przez chwilę miałyśmy ze sobą kontakt telefoniczny, ale szybko się to skończyło – opowiada Magda, która do dziś nie może zrozumieć, jak osoba, która rzekomo ją kochała, mogła się jej wynajmuje mieszkanie w Kędzierzynie-Koźlu, uczy się w szkole policealnej na opiekunkę dzieci i pracuje w daje prawaInaczej kwestię adopcji rozwiązano w USA. 35-letni Amerykanin Max – odnoszący sukcesy samotny prawnik, który jako dziecko został porzucony przez rodziców – właśnie został adoptowany przez starsze małżeństwo Stevena i Debrę, z którym się zaprzyjaźnił. Ze Stevenem poznali się na uczelni, Max był jego najzdolniejszym z amerykańskim prawem osoba młodsza może adoptować nawet znacznie od siebie starszą. Tak więc na przykład trzydziestolatka może uznać osobę 50-letnią za swoją córkę. Dzięki temu nowo uznany członek rodziny, niezależnie od narodowości, płci czy wieku, nabywa wielu praw ubiegłym roku 96-letnia Kalifornijka Bernice Dyck zaadoptowała 30-letnią kobietę, Chendrę Kaub Chumb z Kambodży. Dyck i jej rodzina znali Chumb od dawna. Przez lata służyli jej pomocą, gdy po ukończeniu szkoły średniej w Kambodży wielokrotnie odwiedzała USA. W 2003 r. zdała egzaminy do Fresno City College w Kalifornii. Wtedy zamieszkała z Bernice Dyck i jej, nieżyjącym już, mężem. Adopcja pozwala Chumb swobodnie podróżować między Stanami Zjednoczonymi a Kambodżą, gdzie wciąż mieszka jej biologiczna matka, którą co roku Polsce można adoptować tylko małoletnichW Polsce taki scenariusz nie byłby możliwy. U nas nadal obowiązuje PRL-owski zakaz adopcji dorosłych z 1950 roku. Przysposobić można jedynie osobę małoletnią (czyli poniżej 18. roku życia). Ojczym czy macocha, którzy wychowują od dziecka przybraną córkę lub syna, po ukończeniu przez nich 18. roku życia nie mogą ich adoptować. Dotyczy to też dziadków, którzy często przejmują obowiązki po dysfunkcyjnych rodzicach – nie mogą stworzyć rodziny ze swoimi systemu adopcyjnego w Polsce polega też na tym, że wychowankowie domu dziecka po 18. roku życia są zmuszeni opuścić placówkę. I od tego momentu muszą sobie radzić sami, beż żadnego wsparcia państwa. Chyba że się uczą, wtedy mogą zostać w placówce do 25. roku życia. Potem zostają rzuceni na głęboką wodę. Na absurd zakrawa fakt, że według statystyk 80 proc. wychowanków domu dziecka, którzy osiągają pełnoletność, wraca do rodzin biologicznych, zazwyczaj patologicznych, z których wcześniej ich zabrano.– W zeszłym roku głośna była sprawa chłopców, którzy wrócili do rodzin biologicznych. Dopóki mieli pieniądze od państwa, wszystko było w porządku, ale kiedy wsparcie się skończyło, zostali na bruku. Musieli mieszkać w stodole, bo krewni przestali się nimi interesować. Próbowaliśmy interweniować i po rozmowach z burmistrzem miasta, w którym mieszkali, udało się załatwić dla nich mieszkanie – mówi Bożena Łojko, założycielka Fundacji „Zerwane Więzi”.W Polsce nadal obowiązuje PRL-owski zakaz adopcji dorosłych z 1950 rokuDziecko to nie przedmiotNoworodki i niemowlęta w mig znikają z domów dziecka. A nastolatków nikt nie chce. Wydaje się dość naturalne, że rodzice adopcyjni poszukują dziecka jak najmłodszego. Łatwiej je ukształtować w procesie wychowawczym. Poza tym zazwyczaj nie jest naznaczone traumą z przeszłości. Doświadczenia życiowe szesnastolatki, która spędziła w ośrodku kilkanaście lat, są zupełnie inne niż dwulatka, który znalazł nowy dom po pół są jednak sytuacje, kiedy adoptowane dzieci zostają porzucone również przez rodziców adopcyjnych. To również dotyczy najczęściej dzieci dorastających, wchodzących w wiek dojrzewania. Wtedy zaczynają się problemy, coraz trudniej znaleźć z nimi wspólny język. Wielu adopcyjnych rodziców sobie z tym nie radzi.– Do 18. roku życia wspieramy dzieci, chronimy je, pracujemy nad tym, aby stały się odpowiedzialnymi ludźmi. A potem nikt się nimi nie interesuje – mówi Bożena Łojko. – Polskie przepisy pozwalają na unieważnienie adopcji, tymczasem powinna być ona procesem nieodwracalnym, dożywotnim. Dziecko nie jest przedmiotem, który biorę, a potem oddaję – afrykańskie adoptują samotnych EuropejczykówTym, którzy nie mogą porozumieć się z własną biologiczną rodziną, pozostaje pocieszająca świadomość, że rodziców można sobie czasem wybrać, choćby w dalekiej Afryce. Afrykańskie rodziny adoptują dorosłych Europejczyków, którzy czują się osamotnieni w swoich społeczeństwach. Czy taki ryzykowny eksperyment ma szanse powodzenia? Okazuje się, że tak. Wszystko zaczęło się od ulotki, którą niemiecka reżyserka Gudrun F. znalazła w skrzynce pocztowej. Było na niej zdjęcie smutnej dziewczynki i hasło: „Zasponsoruj dziecko z Trzeciego Świata”. Pomyślała: dlaczego nie odwrócić sytuacji i nie poszukać w Afryce ludzi, którzy przygarnęliby dorosłych z Europy? Już pięć lat później Gudrun przeglądała dokumenty z wnioskami od osób, które chciały zostać bohaterami tej eksperymentalnej adopcji. Była ich ponad setka: z jednej strony smutni Niemcy, Holendrzy i Brytyjczycy w klimatyzowanych biurach i szarych garniturach, z drugiej strony – roześmiane afrykańskie rodziny w kolorowych ubraniach na tle palm.„Wielu Europejczyków, których znam, pragnie ciepła i towarzystwa, ale nie mają ochoty zbyt mocno się angażować. Rodziny w Afryce, które zapraszają ich do siebie, dają im najlepszą lekcję więzi międzyludzkich” – tłumaczyła Gudrun w 2010 r. na premierze swojego filmu „Adoptowani”, który opowiada o tym chętnych do projektu zaczęła w Burkina Faso, jednym z najbiedniejszych afrykańskich krajów, w którym podstawą życia społecznego jest wielopokoleniowa rodzina. Tam z pomocą kilku przyjaciół otworzyła pierwsze mobilne biuro adopcyjne, podobne oddziały powstały też w Ghanie. Udało się znaleźć rodziny dla 30 kandydatów z Europy. „Afrykanie ekscytowali się możliwością poznania innego świata. Są bardzo dumni z własnej kultury i chętnie dzielą się nią z innymi” – opowiadała filmie śledzimy próby asymilacji debiutanckiej trójki: studiującej w Berlinie Islandki Thelmy, berlińskiego aktora Ludgera i osamotnionej 70-letniej wdowy Giseli, z rodzinami z Akry. Przybysze traktowani są niezwykle serdecznie. Nowi „krewni” nie stwarzają żadnego dystansu. Szybko wciągają przyjezdnych w życie rodziny i angażują w codzienne są sytuacje, kiedy adoptowane dzieci zostają porzucone również przez rodziców adopcyjnychRodzinny biznes z „adoptowanym zięciem”Prawo rzymskie zezwalało na adopcję osób dorosłych, pod warunkiem jednak że przysposabiającego i przysposobionego dzieliło co najmniej 18 lat. Co więcej, prawo to było na tyle elastyczne, że adopcja pozwalała na usynowienie wnuka czy prawnuka. Miało to głównie związek z dziedziczeniem i przedłużeniem tradycja przetrwała do dzisiaj w Japonii. Tam częściej adoptowani są dorośli mężczyźni niż dzieci – 98 proc. adopcji stanowią panowie w wieku od 20 do 30 lat. Takie zjawisko odnotowywano w kraju samurajów już 700 lat temu, dziś jednak przybiera inną formę, a u jego podstaw leży biznes: firmy i różnego rodzaju instytucje adoptują swoich menedżerów po to, by były postrzegane jako te, które są zarządzane przez rodzinę. Innymi słowy, szefowie adoptują swoich protegowanych. Ta procedura ma nawet swoją nazwę – „mukoyoshi”, co należy przetłumaczyć jako „adoptowany zięć”. Niektóre znane na całym świecie firmy japońskie pozostały rodzinnymi biznesami właśnie w wyniku „mukoyoshi”, wśród nich jest Toyota – założona w 1937 r. przez Kiichiro również jest zarządzana przez adoptowanych potomków – obecny prezes Osamu Suzuki jest czwartym z kolei adoptowanym synem, który stoi na czele firmy. Wszystko zaczęło się kilkaset lat temu, gdy w Japonii obowiązywały zasady, że po śmierci starszego członka rodziny majątek jest przekazywany jej młodszym przedstawicielom. Ale spadkobiercami pieniędzy i udziałów zostawali tradycyjnie mężczyźni. Jeśli w rodzinie nie było męskiego potomka, według prawa to adoptowani synowie mogli nie tylko nosić nazwisko rodziny, ale i przejmować biznesy oraz majątki. Rodziny, które miały wyłącznie córki, decydowały się na adopcję synów, którzy stawali się strażnikami rodzinnego legalne adopcje zazwyczaj idą w parze z aranżowanym małżeństwem – córka rodziny, której zależy na spadkobiercy, wychodzi za mąż za mężczyznę, który przybiera nazwisko jej rodziny i staje się jednocześnie synem i zięciem. On właśnie gwarantuje kontynuację rodowego nazwiska oraz opiekuje się grobami rodziców po ich Polsce adopcja dorosłych była dopuszczalna w okresie międzywojennym. Jeszcze kilka lat po II wojnie światowej nie ograniczała się do adopcji małoletnich. Przysposobienie następowało na podstawie umowy zawartej przed notariuszem. Potem te przepisy się zmieniły, wykluczając z adopcji osoby się pytanie: czy w obecnych warunkach jest sens utrzymywania ograniczeń dotyczących adopcji wprowadzonych w innej epoce, słynącej z ingerencji w życie prywatne obywateli i ograniczającej ich osobistą wolność?*** Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@ Za najlepsze listy przyznamy nagrody! Edyta OchmańskaObserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi. Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”. Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być Więzy krwi: uciekaj, póki możesz! Im jestem starsza, tym wyraźniej widzę, jak trudna jest relacja rodzic dziecko. Dochodzę też do wniosku, że wszyscy jesteśmy patologiczni, że coś takiego jak rodzina idealna czy po prostu całkowicie normalna, nie istnieje, i to jest kompletnie naturalne. Na taką rodzinę nie ma się co wypinać, nie ma co też w takiej szukać przez cały czas źródła swoich niepowodzeń. Są jednak tacy ojcowie i takie matki, od których należy zwyczajnie uciec, odciąć się i odseparować. I ani przez chwilę nie czuć się z tym źle. CZYTAJ WIĘCEJ

jak się usamodzielnić w wieku 18 lat